Prus, kamera, akcja! „Lalka” podbija kina
„Lalka” wraca na salony. I całe szczęście, bo ile można żyć samymi superbohaterami? 🎬
Kto powiedział, że lektury szkolne są nudne? Najwyraźniej ktoś, kto nigdy nie przyjrzał się bliżej Wokulskiemu. Facet robi karierę, dorabia się majątku, a potem zakochuje się w kobiecie, dla której mógłby stracić nie tylko głowę, ale i cały biznes. Brzmi jak materiał na dramat? Owszem. Na hit kinowy? Jak najbardziej!
O netfliksowej „Lalce” pisaliśmy już na blogu Biblioteki Maczka, więc dziś bierzemy na warsztat kinową wersję Macieja Kawalskiego. Film zbiera zachwyty i ma mocny argument po swojej stronie: prawdziwą plejadę aktorów, którzy ożywiają świat Prusa. I właśnie w tym tkwi siła tej ekranizacji – klasyka dostaje twarze, emocje i energię, dzięki którym przestaje być wyłącznie pozycją na liście lektur.
Wokulski: geniusz biznesu, katastrofa uczuciowa
Powiedzmy to sobie szczerze: Stanisław Wokulski jest świetnym przykładem na to, że można być inteligentnym, przedsiębiorczym i kompletnie stracić głowę dla niewłaściwej osoby. Dziś pewnie dostałby od znajomych jedno pytanie: Stary, ale TY WIDZISZ, jak ona cię traktuje?!
Izabela Łęcka? Piękna, przyzwyczajona do luksusu i przekonana o własnej wyjątkowości. Współczesny internet miałby używanie: red flag, toksyczna relacja, a może po prostu dwa zupełnie różne światy?
I tu zaczyna się prawdziwa siła „Lalki”. To nie jest tylko historia nieszczęśliwej miłości. To opowieść o człowieku, który próbuje przebić szklany sufit, o społeczeństwie oceniającym ludzi po pochodzeniu i pieniądzach oraz o marzeniach, które potrafią nas zarówno napędzać, jak i kompletnie oślepić.
Prus napisał powieść o świecie, w którym status liczy się bardziej niż człowiek. Minęło ponad sto lat, a my naprawdę nie mamy powodów do triumfu.
Dlaczego warto iść do kina?
Moim zdaniem największą zaletą dobrych ekranizacji jest to, że wyciągają klasykę z obowiązkowej szkolnej gabloty. Film Macieja Kawalskiego ma czym przyciągnąć widza: rozpoznawalną historią, bogatym światem bohaterów i aktorską obsadą, która dodaje tej opowieści nowego wymiaru.
A przecież nie każda lektura musi od razu stać się ulubioną książką życia. Wystarczy, że zacznie nas obchodzić. Że po seansie pokłócimy się ze znajomymi o Wokulskiego, zaczniemy bronić Rzeckiego albo uznamy, że Izabeli nie powierzylibyśmy nawet podlewania kaktusa.
Film nie zastąpi powieści – Prus miał znacznie więcej miejsca, by pokazać motywacje bohaterów i obnażyć mechanizmy społeczne. Ale jeśli ekranizacja zachęca do czytania, myślenia i dyskusji, to robi coś znacznie cenniejszego niż zaliczanie kolejnego tytułu do matury.
Biblioteka Maczka mówi: dajcie Prusowi szansę!
Dwie ekranizacje, jedna powieść i mnóstwo okazji do dyskusji. Nie musicie kochać „Lalki”, nie musicie też zgadzać się z zachwytami nad filmem. Ale warto sprawdzić, o co tyle hałasu.
Bo może największym problemem lektur nie jest to, że są nudne, tylko to, że czasem próbujemy je zrozumieć, zanim damy sobie szansę je poczuć.
A teraz pytanie: widzieliście już kinową „Lalkę” Macieja Kawalskiego? Film rzeczywiście zasługuje na zachwyty, czy może Was nie kupił? I najważniejsze: Wokulski – romantyk z wielkim sercem czy facet, który powinien był odpuścić Izabelę po pierwszym spotkaniu?
Czekamy na Wasze opinie! W Bibliotece Maczka dyskusja jest mile widziana. Nawet jeśli nie zgadza się z kluczem maturalnym. 😉
Magdalena Dyrda

Komentarze
Prześlij komentarz