Nowości na wakacje #2 – literatura młodzieżowa

Okiem bibliotekarki: młodzież czyta byle co? To usiądźcie, musimy porozmawiać

Jest taki gatunek opinii, który ma się świetnie od co najmniej kilkudziesięciu lat.

„Młodzież już nie czyta.”

Zazwyczaj wypowiadają go ci sami ludzie, którzy narzekają na pogodę, ceny masła, długość wakacji i fakt, że kiedyś wszystko było lepsze.

Tymczasem ja codziennie widzę coś zupełnie innego.

Widzę uczniów, którzy potrafią czekać kilka miesięcy na premierę kolejnego tomu ulubionej serii.

Widzę tych, którzy wpadają do biblioteki „tylko oddać książkę”, a wychodzą z trzema kolejnymi pod pachą.

Widzę listy tytułów zapisane w telefonach, na karteczkach i w szkolnych zeszytach.

Widzę emocje, kiedy przychodzi długo wyczekiwana nowość.

I wiecie co?

Młodzież czyta.

Po prostu nie zawsze to, co dorośli chcieliby zobaczyć na ich półkach.

Nie szukają grzecznych historii.

Nie interesuje ich literatura, która ma ich czegoś nauczyć tylko dlatego, że ktoś tak postanowił.

Szukają książek, które coś w nich poruszą.

Takich, które pozwolą uciec od rzeczywistości.

Albo przeciwnie — pomogą ją zrozumieć.

I właśnie dlatego, kiedy patrzę na najnowsze wakacyjne nabytki, widzę coś więcej niż tylko stos książek.

Widzę mapę młodych emocji.

Trochę mroku.

Trochę lęków.

Trochę marzeń.

Trochę gniewu.

Trochę miłości.

I całkiem sporo pytań o to, kim właściwie jesteśmy.

Bo wbrew temu, co czasem słyszymy, młodzi ludzie nie są płytcy.

Po prostu ich historie mają dziś inne kostiumy.

Czasem jest to fantasy.

Czasem kryminał.

Czasem horror.

A czasem romans.

Ale pod tym wszystkim bardzo często kryją się dokładnie te same pytania, które zadawali sobie czytelnicy sto lat temu.

Tylko smoki są lepiej napisane.


„Cress” – Marissa Meyer

To już trzeci tom uwielbianych przez czytelników „Kronik Księżycowych”. Jeśli ktoś dotarł aż tutaj, prawdopodobnie nie potrzebuje zachęty.

Marissa Meyer bierze znane baśnie, rozkręca je futurystycznym kluczem, dodaje świetnych bohaterów, humor i tempo, które nie pozwala zwolnić.

To jeden z tych cykli, przy których człowiek obiecuje sobie: „Jeszcze tylko jeden rozdział”.

A potem orientuje się, że jest pierwsza w nocy.


„Dom sióstr marnotrawnych” – Krystal Sutherland

Są książki, które od pierwszych stron sprawiają, że czujemy się trochę nieswojo.

I to jest komplement.

Krystal Sutherland doskonale wie, jak budować atmosferę. Jej historia jest mroczna, niepokojąca i dziwnie hipnotyzująca.

To literatura dla tych, którzy lubią, kiedy coś skrzypi pod powierzchnią pozornie zwyczajnego świata.

I kiedy nie wszystko da się racjonalnie wyjaśnić.



„Rycerz i ćma” – Rachel Gillig

Fantasy ma dziś wiele twarzy.

Ta należy do najpiękniejszych.

Rachel Gillig tworzy historie przypominające baśnie opowiadane przy świecach. Jest tu magia, tajemnica i klimat, który otula czytelnika równie skutecznie, jak najlepsze comfort books.

Tylko że pod tym pięknem czai się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.

I właśnie dlatego tak trudno się od tej książki oderwać.


„Nie całkiem martwa” – Holly Jackson

Holly Jackson doskonale rozumie jedną rzecz.

Czytelnik uwielbia być oszukiwany.

Oczywiście pod warunkiem, że robi to dobry autor.

Jej książki są jak literacka wersja pułapki. Wchodzisz na chwilę, żeby sprawdzić pierwszy rozdział, a potem nagle okazuje się, że podejrzewasz wszystkich i rozpaczliwie potrzebujesz poznać zakończenie.

Idealna propozycja dla fanów zagadek i zwrotów akcji.


„Nie wpuszczaj lasu” – C.G. Drews

Już sam tytuł brzmi jak ostrzeżenie.

A wiadomo przecież, że najlepszym sposobem, by zachęcić człowieka do wejścia do lasu, jest powiedzieć mu, żeby tego nie robił.

To książka dziwna.

W najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa.

Pełna niepokoju, symboli i atmosfery, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu ostatniej strony.


„Pochowaj nasze kości w ziemi o północy” – Victoria Schwab

Victoria Schwab od lat udowadnia, że potrafi pisać historie, które są jednocześnie piękne i bolesne.

Takie, które zachwycają językiem, a chwilę później łamią serce.

To książka dla czytelników, którzy lubią emocje trochę bardziej skomplikowane niż zwykłe „podobało mi się”.

I którzy nie boją się literatury zostawiającej ślad.


„Problematic Summer Romance” – Ali Hazelwood

Tak.

Młodzież czyta też romanse.

I nie, nie jest to oznaka upadku cywilizacji.

Ali Hazelwood od kilku lat pokazuje, że lekka literatura może być jednocześnie inteligentna, zabawna i piekielnie wciągająca.

Idealna wakacyjna lektura dla tych, którzy chcą odpocząć od demonów, klątw, seryjnych morderców i końca świata.

Przynajmniej na chwilę.


„The Fixers. Mroczne sekrety” – Jennifer Lynn Barnes

Jeżeli lubicie tajemnice, polityczne intrygi i bohaterów, którzy wiedzą zdecydowanie za dużo, trafiliście pod dobry adres.

Jennifer Lynn Barnes po raz kolejny udowadnia, że literatura młodzieżowa potrafi być szybka, inteligentna i bardzo sprytna.

To jedna z tych książek, przy których trudno nie powiedzieć:

„Jeszcze jeden rozdział”.

A wiadomo, jak kończą się takie deklaracje.


„To królestwo mnie nie zabije” – Ilona Andrews

Niektóre tytuły brzmią jak życiowe motto.

Ten zdecydowanie do nich należy.

Ilona Andrews serwuje czytelnikom fantasy pełne akcji, niebezpieczeństw i bohaterów, którzy nie zamierzają poddawać się bez walki.

Idealna propozycja dla wszystkich, którzy wakacje chcą spędzić trochę dalej niż na własnym podwórku.

Choćby tylko między kartkami książki.


„Rose Madder” – Stephen King

I na koniec Stephen King.

Nazwisko, które od dekad skutecznie przypomina czytelnikom, że najstraszniejsze rzeczy bardzo rzadko mają kły, pazury albo nadprzyrodzone moce.

Czasem noszą całkiem zwyczajne twarze.

„Rose Madder” to dowód na to, że młodzi czytelnicy nie boją się także bardziej wymagających historii.

I całe szczęście.


Na zakończenie

Patrzę na te nowości i mam wrażenie, że mówią o młodym pokoleniu więcej niż niejeden raport, analiza czy internetowa dyskusja.

Bo młodzież nie wybiera książek przypadkiem.

Jeżeli tak wielu młodych ludzi sięga dziś po historie o bohaterach szukających własnego miejsca, walczących z demonami — tymi prawdziwymi i tymi metaforycznymi — to może dlatego, że sami próbują odnaleźć się w świecie, który nie daje prostych odpowiedzi.

Świecie pełnym presji.

Porównań.

Oczekiwań.

Świecie, w którym wszyscy mają być wyjątkowi, piękni, skuteczni i najlepiej jeszcze szczęśliwi przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

A literatura młodzieżowa coraz częściej mówi coś zupełnie innego.

Możesz być zagubiony.

Możesz się bać.

Możesz popełniać błędy.

Możesz nie wiedzieć.

I nadal jesteś bohaterem swojej historii.

Dlatego kiedy ktoś kolejny raz powie mi, że młodzież nie czyta albo czyta „same głupoty”, uśmiechnę się tylko pod nosem.

Bo jeśli te książki czegoś uczą, to właśnie tego, że nie warto oceniać historii po okładce.

Ani czytelników po wyborach z bibliotecznej półki.

Zwłaszcza latem.

Bo wakacje są po to, żeby czytać dokładnie to, na co ma się ochotę.

Nawet jeśli jest tam smok, morderstwo, nawiedzony las, klątwa, polityczna intryga i romans w jednym tomie.

A patrząc na tegoroczne nowości — wielu naszych uczniów właśnie tak planuje spędzić najbliższe dwa miesiące.

I szczerze?

Bardzo mi się to podoba.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mamy to! Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa po raz kolejny w Bibliotece Maczka

"The Naturals. Genialne Umysły"

UWAGA! KONKURS!