Nowości na wakacje #1 – comfort books
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Okiem bibliotekarki: książki dla tych, którzy są zmęczeni światem (i ludźmi też trochę)
Jeszcze kilka lat temu mało kto używał określenia comfort book. Dziś jest wszędzie. Na BookToku, Instagramie, blogach czytelniczych i listach bestsellerów. I trudno się temu dziwić.
Bo po latach fascynacji thrillerami, apokalipsami, rodzinnymi traumami rozpisanymi na pięćset stron i bohaterami, których życie przypomina emocjonalny tor przeszkód, wielu czytelników powiedziało po prostu: dziękuję, postoję.
Okazało się, że nie zawsze chcemy książki, która nami wstrząśnie. Nie potrzebujemy kolejnego morderstwa na pierwszych dziesięciu stronach ani historii, po której trzeba dojść do siebie przez tydzień. Czasem chcemy po prostu usiąść z książką i poczuć, że świat nie jest aż tak okropnym miejscem, jak próbują nas przekonać nagłówki wiadomości.
I właśnie stąd fenomen comfort books.
To książki, które nie robią nam coachingu w głowie. Nie próbują przekonać, że wystarczy zmienić nastawienie, żeby odnieść sukces. Nie sprzedają recept na szczęście. Nie każą wstawać o piątej rano, medytować przez godzinę, prowadzić dziennika wdzięczności i stać się najlepszą wersją siebie.
Co więcej – nie przekonują, że musimy być ciągle piękni, młodzi, produktywni, inspirujący i zachwyceni własnym życiem.
I może właśnie dlatego tak dobrze trafiają we współczesnego czytelnika.
Bo żyjemy w świecie, który nieustannie każe nam coś poprawiać. Wygląd. Karierę. Sylwetkę. Relacje. Nawet odpoczynek powinien być dziś odpowiednio zaplanowany, sfotografowany i wrzucony na Instagram.
Tymczasem bohaterowie comfort books często są zwyczajni. Bywają samotni, zagubieni, zmęczeni. Popełniają błędy. Nie mają gotowego planu na życie. Czasem po prostu próbują przetrwać kolejny dzień i znaleźć odrobinę spokoju.
Brzmi znajomo?
Nieprzypadkowo ogromną popularność zdobywa dziś literatura japońska i koreańska. Podczas gdy zachodnia kultura często krzyczy: „Bądź kimś!”, azjatyccy autorzy zdają się mówić: „Może najpierw spróbuj być sobą”.
I wiecie co? To całkiem odświeżające.
Dlatego na początek wakacyjnego cyklu o nowościach postanowiłam sięgnąć właśnie po książki, które są jak plaster na zmęczoną głowę. Takie, które nie krzyczą, nie pouczają i nie próbują naprawiać świata. Po prostu opowiadają dobre historie.
Mała kwiaciarnia w Tokio – Yukihisa Yamamoto
Japończycy mają niezwykły talent do pisania książek, w których teoretycznie nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek przewraca kolejne strony jak zahipnotyzowany.
Bo oto jest kwiaciarnia. Są ludzie. Są problemy. Są emocje.
I nagle okazuje się, że nie potrzeba seryjnego mordercy, katastrofy kosmicznej ani rodzinnej tajemnicy ciągnącej się przez siedem pokoleń, żeby stworzyć dobrą historię.
To książka dla tych, którzy są przebodźcowani, zmęczeni i mają serdecznie dość wszystkiego, co walczy o ich uwagę.
Czyta się ją jak głęboki oddech po dniu spędzonym w internecie.
Wypożyczalnia zagubionych marzeń – Kim Ho-Yeon
Jeśli kiedykolwiek mieliście wrażenie, że wszyscy wokół wiedzą, co robią ze swoim życiem, a tylko wy improwizujecie – witajcie w klubie.
Kim Ho-Yeon ponownie pisze o ludziach, którzy próbują odnaleźć własną drogę. Bez wielkich przemówień motywacyjnych. Bez życiowych guru. Bez magicznych recept.
Za to z ogromną czułością wobec ludzkich słabości.
To jedna z tych książek, po których człowiek zaczyna podejrzewać, że może nie musi mieć odpowiedzi na wszystkie pytania.
A w obecnych czasach to już niemal akt buntu.
Theo z Golden – Allen Levi
Ta książka jest jak rozmowa z kimś mądrym przy ognisku.
Nie z coachem.
Nie z influencerem.
Nie z człowiekiem, który za chwilę sprzeda ci kurs zmieniania życia w siedem kroków.
Z kimś normalnym.
Allen Levi przypomina, że zwyczajni ludzie potrafią być bardziej fascynujący niż bohaterowie wielu bestsellerów. A małe historie często zostają z nami dłużej niż wielkie dramaty.
To literatura, która nie macha rękami i nie krzyczy: „Patrzcie na mnie!”.
Po prostu siada obok. I to wystarcza.
Jak wychować zająca – Chloe Dalton
Przyznaję, kiedy pierwszy raz zobaczyłam tytuł, pomyślałam, że wydawcy naprawdę dotarli już do momentu, w którym poradniki pojawią się na każdy możliwy temat.
A potem okazało się, że to jedna z najbardziej rozczulających książek, jakie ostatnio trafiły na rynek.
Dalton opowiada o relacji ze zwierzęciem, ale tak naprawdę pisze o uważności. O zatrzymaniu. O dostrzeganiu rzeczy, które zwykle mijamy w biegu.
W świecie, który mierzy wartość człowieka produktywnością, taka książka działa niemal jak mała rewolucja.
Cesarz radości – Ocean Vuong
A teraz ostrzeżenie.
To nie jest książka, którą przeczytacie między jednym odcinkiem serialu a drugim.
Ocean Vuong pisze pięknie. Tak pięknie, że momentami aż bezczelnie.
Są autorzy, którzy opowiadają historie.
Vuong sprawia, że zatrzymujesz się na jednym zdaniu i przez chwilę patrzysz przez okno, zapominając, po co właściwie wziąłeś książkę do ręki.
„Cesarz radości” nie głaszcze czytelnika po głowie.
Ale przypomina, że nawet w trudnych doświadczeniach można odnaleźć czułość i światło. I właśnie dlatego zostaje pod skórą.
Na zakończenie
Mam wrażenie, że popularność comfort books mówi o nas więcej niż niejeden raport społeczny.
Może po prostu jesteśmy zmęczeni.
Zmęczeni ciągłym porównywaniem się do innych.
Zmęczeni światem filtrów, idealnych sylwetek, perfekcyjnych wakacji i ludzi, którzy codziennie „żyją swoją najlepszą wersją życia”.
Zmęczeni przekonaniem, że wszystko trzeba naprawiać – również siebie.
Dlatego coraz częściej wybieramy historie, które nie próbują nas ulepszać.
Historie, które mówią:
„Usiądź. Odpocznij. Nie musisz być dziś bardziej produktywny, bardziej atrakcyjny ani bardziej wyjątkowy. Wystarczy, że jesteś.”
I być może właśnie dlatego te niepozorne książki z Tokio, Seulu, amerykańskich miasteczek i wiejskich łąk podbijają dziś serca czytelników na całym świecie.
A jeśli po lekturze nagle zapragniecie otworzyć małą kwiaciarnię, zamieszkać w koreańskiej dzielnicy pełnej życzliwych nieznajomych albo obserwować zająca przez pół dnia zamiast sprawdzać powiadomienia w telefonie — biblioteka nie ponosi odpowiedzialności za skutki uboczne.
My tylko dostarczamy książki. 📚😉
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje






Komentarze
Prześlij komentarz