"Atmosfera" — książka, która wystrzeliła moje emocje w kosmos
RECENZJA
„Atmosfera” opowiada o Joan Goodwin, kobiecie, która trafia do programu NASA i zaczyna szkolenie astronautów w czasach, gdy podbijanie kosmosu było marzeniem, ale też gigantycznym ryzykiem. Brzmi trochę jak historia o nauce i rakietach? Spokojnie. To przede wszystkim opowieść o ludziach, ambicjach, miłości, presji i o tym, jak bardzo można pogubić siebie, próbując dosięgnąć gwiazd.
I serio — ta książka ma WSZYSTKO. Klimat retro NASA? Jest. Genialnie napisane relacje? Są. Bohaterowie, których chce się adoptować? Oczywiście. Emocjonalne sceny, po których trzeba odłożyć książkę i patrzeć w sufit? Jak najbardziej.
Taylor Jenkins Reid ma jakiś absurdalny talent do tworzenia postaci, które są tak prawdziwe, że po kilkudziesięciu stronach człowiek czuje się częścią ich ekipy. A potem cierpi razem z nimi. Dziękuję, Taylor. Naprawdę bardzo nie dziękuję.
Najlepsze jest jednak to, że „Atmosfera” nie jest tylko historią o kosmosie. To książka o marzeniach, które potrafią kosztować więcej, niż się wydaje. O tym, jak trudno być sobą w świecie pełnym oczekiwań. I o relacjach, które potrafią być jednocześnie najpiękniejszą i najbardziej przerażającą rzeczą na świecie.
Czy płakałam? Być może. Czy śmiałam się do książki jak totalna wariatka? Oczywiście. Czy zarwałam przez nią pół nocy? Absolutnie tak i ani trochę nie żałuję.
Jeśli kochacie książki, które wciągają od pierwszej strony, bohaterów z charakterem i historie, po których człowiek przez kilka dni emocjonalnie nie funkcjonuje — czytajcie „Atmosferę”. Taylor Jenkins Reid znowu to zrobiła.

Komentarze
Prześlij komentarz