Historia zapisana szeptem: „Portret Lucrezii” Maggie O’Farrell - RECENZJA
Portret, który przemówił. Baśń o dziewczynie zamkniętej w obrazie
Od pierwszych stron ma się wrażenie, że ktoś zamyka za czytelnikiem drzwi do współczesnego świata i prowadzi go przez chłodne, renesansowe pałace. Tu cisza mówi więcej niż słowa, a każdy szept może znaczyć coś groźnego.
To historia, która nie krzyczy. Ona szepcze.
Lucrezia — główna bohaterka — jest dziewczyną, która bardziej patrzy, niż mówi. Zamiast buntować się otwarcie, obserwuje i zapamiętuje. Żyje w świecie, w którym wszystko zostało już ustalone: kim ma być, za kogo wyjść, jaką rolę odegrać. I choć akcja toczy się setki lat temu, bardzo łatwo odnaleźć tu coś znajomego. Presję, oczekiwania dorosłych, poczucie, że ktoś inny pisze za nas scenariusz życia.
Ta powieść ma baśniowy klimat, ale daleko jej do jasnej bajki. To raczej mroczna opowieść, w której światło i cień stale się przenikają. Styl Maggie O’Farrell jest malarski — zdania są gęste, pełne obrazów, zapachów i niedopowiedzeń. Czuje się chłód murów, ciężar sukni i narastające napięcie, które sprawia, że czyta się coraz uważniej.
Czasem największą odwagą jest myśleć po swojemu.
„Portret Lucrezii” to książka, która zostaje w głowie na długo. Nie oferuje prostych odpowiedzi ani szybkiej akcji, ale daje coś znacznie trwalszego: atmosferę, tajemnicę i poczucie, że właśnie poznaliśmy historię, która przez lata była tylko cieniem na obrazie.
To idealna lektura dla tych, którzy lubią mroczne, baśniowe opowieści, nieoczywistych bohaterów i książki, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną.

.jpeg)
Komentarze
Prześlij komentarz